#1 2009-07-23 03:35:15

pęknięty klawikord
Abstynent
Lokalizacja: Dziki Wschód (lubelskie)
Data rejestracji: 2009-07-23
Liczba postów: 1,570

czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

Mam do Was prośbę. Chodzi mi o wymówki, dla których nie mogę pić. Czy możecie podać jakąś listę chorób (najlepiej niewyleczalnych, może wrodzonych), przy których nie można pić alkoholu?

Czemu o to proszę?... Po prostu nie wytrzymuję. Wszędzie, gdzie się pojawię, muszę się tłumaczyć z tego, że nie piję. Tylko co ja mam im mówić? Wiem, że jeśli ktoś nie jest w stanie przyjąć do wiadomości tego, że nie piję "bo nie", bo takie życie wybrałem i odrzucam alkohol, to jest po prostu pustym debilem, od którego lepiej trzymać się z dala. Tak, tyle że nie zawsze można sobie dobrać środowisko.
Mam dwadzieścia kilka lat, nie mam pracy, nie mogę być dla siebie "sterem żeglarzem i okrętem" bo po prostu nie jestem ustawiony w życiu. Nie znaczy to, że się podporządkuję "kulturze" picia. Po prostu pomóżcie mi to jakiś przetrwać bo męczy mnie moje życie (choć nie mam zamiaru go zmieniać)...
Powiedzmy: mieszkam w akademiku (współlokatorzy tradycyjnie pijący, wiadomo) albo idę na wesele (praktycznie z przymusu, bo nie chcę na nie iść, ale nie wypada, no i bo rodzina naciska). I co wtedy?

Jak się wtedy zręcznie wykręcić? Jak mam się uchronić od wścibskich pytań "dlaczego?" albo namawiania "przecież nic ci się nie stanie" albo "ze mną nie wypijesz?" (co zawsze kończy się w jeden sposób, że wychodzę na sztywniaka, chama i prostaka)? Nie mam wyjścia i czasem muszę obcować z takimi ludźmi, nie zawsze mogę tego uniknąć. Dotychczasowe kompletne unikanie ludzi doprowadziło do tego, że mam nikle grono przyjaciół (czy prawdziwych - ciężko stwierdzić), muszę liczyć tylko na siebie i jestem samotny. Nie spotkałem w codziennym życiu jeszcze nikogo, kto podzielał by moje zdanie, czy choćby w jakiś sposób podziwiał moją determinację.

Proszę o jakieś nazwy chorób, żebym sobie mógł nieco ułatwić. Tylko też nie o nic super strasznego, bo ludzie sobie pomyślą, że zaraz zarażę kogoś i będzie kompletna klapa. Od razu mówię, że gadka o tym, że muszę prowadzić samochód przechodzi tylko na krótki okres czasu. Tym bardziej, że samochodu nie posiadam.
dzięki


"dano mi w darze po dwie półkule, no a mówiąc ściślej:
dwie półkule do siedzenia, a drugimi myślę...

Offline

#2 2009-07-23 10:40:53

Murchad
Abstynent
Data rejestracji: 2008-04-28
Liczba postów: 1,784

Odp: czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

Przede wszystkim witam na forum. A teraz do rzeczy. Nie obraź się, ale to co napisałeś jest dla mnie GŁUPIE. Tylko dlatego, że kilku **** (wstaw tam co chcesz, na przykład imiona tongue) nie rozumie normalnego podejścia (może już mają mózgi "przeczyszczone" przez alkohol) wolisz być uznany za chorago?! W moim przekonaniu wygląda to tak, jak byś zgodził się z tym, że abstynencja nie jest czymś normalnym. No bo przecież abstynentami mogą być tylko osoby chore. Walcz o swoje. Gdy Cię poczęstują, rozbij kieliszek albo wylej zawartość do sedesu, a po pewnym czasie w ogóle przestaną proponować (metoda sprawdzona przez wielu tongue). Pozdrawiam.

Offline

#3 2009-07-23 10:44:13

Robert_Paulson
Forumowicz
Data rejestracji: 2009-04-18
Liczba postów: 18

Odp: czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

pęknięty klawikord napisał/a:

Mam do Was prośbę. Chodzi mi o wymówki, dla których nie mogę pić. Czy możecie podać jakąś listę chorób (najlepiej niewyleczalnych, może wrodzonych), przy których nie można pić alkoholu?

Czemu o to proszę?... Po prostu nie wytrzymuję. Wszędzie, gdzie się pojawię, muszę się tłumaczyć z tego, że nie piję. Tylko co ja mam im mówić? Wiem, że jeśli ktoś nie jest w stanie przyjąć do wiadomości tego, że nie piję "bo nie", bo takie życie wybrałem i odrzucam alkohol, to jest po prostu pustym debilem, od którego lepiej trzymać się z dala. Tak, tyle że nie zawsze można sobie dobrać środowisko.
Mam dwadzieścia kilka lat, nie mam pracy, nie mogę być dla siebie "sterem żeglarzem i okrętem" bo po prostu nie jestem ustawiony w życiu. Nie znaczy to, że się podporządkuję "kulturze" picia. Po prostu pomóżcie mi to jakiś przetrwać bo męczy mnie moje życie (choć nie mam zamiaru go zmieniać)...
Powiedzmy: mieszkam w akademiku (współlokatorzy tradycyjnie pijący, wiadomo) albo idę na wesele (praktycznie z przymusu, bo nie chcę na nie iść, ale nie wypada, no i bo rodzina naciska). I co wtedy?

Jak się wtedy zręcznie wykręcić? Jak mam się uchronić od wścibskich pytań "dlaczego?" albo namawiania "przecież nic ci się nie stanie" albo "ze mną nie wypijesz?" (co zawsze kończy się w jeden sposób, że wychodzę na sztywniaka, chama i prostaka)? Nie mam wyjścia i czasem muszę obcować z takimi ludźmi, nie zawsze mogę tego uniknąć. Dotychczasowe kompletne unikanie ludzi doprowadziło do tego, że mam nikle grono przyjaciół (czy prawdziwych - ciężko stwierdzić), muszę liczyć tylko na siebie i jestem samotny. Nie spotkałem w codziennym życiu jeszcze nikogo, kto podzielał by moje zdanie, czy choćby w jakiś sposób podziwiał moją determinację.

Proszę o jakieś nazwy chorób, żebym sobie mógł nieco ułatwić. Tylko też nie o nic super strasznego, bo ludzie sobie pomyślą, że zaraz zarażę kogoś i będzie kompletna klapa. Od razu mówię, że gadka o tym, że muszę prowadzić samochód przechodzi tylko na krótki okres czasu. Tym bardziej, że samochodu nie posiadam.
dzięki

Hah, znam tą sytuację. I raz nawet dałem się sprowokować i do teraz mam kaca. moralnego.

Możesz mówić, że jesteś cukrzykiem, albo wylewać pod stół wink

Tak naprawdę nie ma żadnej opcji, ale po pewnym czasie stanowczego odmawiania znajdzie się osoba, która będzie cię tłumaczyć przed innymi.

Ostatnio edytowany przez Robert_Paulson (2009-07-23 11:25:31)

Offline

#4 2009-07-23 14:16:36

jokier
Abstynent
Lokalizacja: Gniezno
Data rejestracji: 2007-11-20
Liczba postów: 1,749

Odp: czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

pęknięty klawikord napisał/a:

Jak się wtedy zręcznie wykręcić? Jak mam się uchronić od wścibskich pytań "dlaczego?" albo namawiania "przecież nic ci się nie stanie" albo "ze mną nie wypijesz?" (co zawsze kończy się w jeden sposób, że wychodzę na sztywniaka, chama i prostaka)? Nie mam wyjścia i czasem muszę obcować z takimi ludźmi, nie zawsze mogę tego uniknąć.

Może sam zacznij zadawać wścibskie pytania, niech Ci wytłumaczą dlaczego właściwie piją, i co się stanie jak z nimi nie wypijesz. Mówiąc językiem wojskowym, nie poddawaj się i pamiętaj, że najlepszą obroną jest atak. Nie polecam żadnych wykrętów. Mnie ostatni raz zachęcał do kielicha ktoś ogólnie szanowany. To było ładnych parę lat temu. Dzisiaj, gdy opowiadam o tym innym w jego obecności, jest mu głupio. Oczywiście pozostajemy w stosunkach przyjacielskich.

Ostatnio edytowany przez jokier (2009-07-23 14:24:05)


Jeżeli marzysz samotnie,
to jedynie marzysz.
Jeżeli marzysz wspólnie z innymi,
tworzysz rzeczywistość.

Offline

#5 2009-07-23 14:19:47

pęknięty klawikord
Abstynent
Lokalizacja: Dziki Wschód (lubelskie)
Data rejestracji: 2009-07-23
Liczba postów: 1,570

Odp: czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

Murchad, wiem, że jest głupie. To tak jakby wierzący wyrzekł się wiary ze wstydu. Ale ja jestem miękki.
Przez niepicie nie zjednałem sobie żadnego przyjaciela, za to wielu ze mnie drwi. Z jednej strony samotny ja, a z drugiej oni. Wiem, że ich "jedność" jest oparta na płytkich relacjach, bo łączy ich tylko prymitywna zabawa przy wódzie, ale im jest łatwiej.

Czy abstynencja jest czymś normalnym?... Nie wiem. Nie wyobrażam sobie innego życia, ale nie da się nie zauważyć tego, że odstaję.
Wolę być uznany za chorego. Przynajmniej będę "chorym" na jakąś konkretną chorobę, a nie "na głowę" jak to niektórzy mi sugerują.

Robert_Paulson napisał/a:

Tak naprawdę nie ma żadnej opcji, ale po pewnym czasie stanowczego odmawiania znajdzie się osoba, która będzie cię tłumaczyć przed innymi.

Ha, na razie ciężko jest mi znaleźć kogoś kto by mnie choćby akceptował. A co dopiero bronił. Nie jestem silny, więc wolę wymówkę.
Cukrzyca... ok, sprawdzę jak to z nią jest. W sumie choroba dosyć znana, więc ludzie się bać nie będą. Dzięki.

Jokier, ja i tak jestem uważany za kogoś, kto uwielbia naprawiać świat, ale pomijając siebie (bo wad czy kompleksów mam sporo). Nawet w takim głupim akademiku... wolałbym powiedzieć "mam cukrzycę" niż dawać kazania albo pytać, co zaraz uciszy całą zabawę. Wolę żeby mnie traktowali jak powietrze, niż jako wroga (nie chcę być wrogiem, to oni mnie tak postrzegają - tradycyjne "kto nie pije, ten donosi"). Skuteczna wymówka typu "mam cukrzycę - jak się napiję to umrę" przynajmniej nie zepsuje i jak już wątłych stosunków z innymi ludźmi. (o ile z cukrzycą faktycznie nie można pić - poszukam i dam znać)

Przy okazji: Dzięki Wam wszystkim za to forum. Większość Waszych wypowiedzi jest po prostu wyjęta z moich myśli. Może za kilka lat sam będę mógł mówić te rzeczy głośno.

Ostatnio edytowany przez pęknięty klawikord (2009-07-23 14:29:05)


"dano mi w darze po dwie półkule, no a mówiąc ściślej:
dwie półkule do siedzenia, a drugimi myślę...

Offline

#6 2009-07-23 15:50:49

Annihilator
Abstynent
Data rejestracji: 2006-02-09
Liczba postów: 1,172
WWW

Odp: czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

Tłumaczenie się, że jesteś chory, jedynie zwiększa problem.

Offline

#7 2009-07-23 20:00:03

pęknięty klawikord
Abstynent
Lokalizacja: Dziki Wschód (lubelskie)
Data rejestracji: 2009-07-23
Liczba postów: 1,570

Odp: czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

Jak to zwiększa? Moim zdaniem rozwiąże.
Oczywiście, nie sprawdzi się w przypadku osób, z którymi będę miał styczność często, ale jeżeli np. do akademickiego pokoju wleci pięciu nieznanych mi kolegów mojego współlokatora, to chyba nie ma nic lepszego niż "mam cukrzycę". Myślę, że informacja o mej zmyślonej chorobie prędzej dotrze do ich zapitych mózgów niż to, że jestem abstynentem z wyboru.
Jeśli bym się przyznał, że nie piję z wyboru to by mnie męczyli cały czas. Równie dobrze mógłbym powiedzieć, że "moja sekta mi zabrania". A choroby nie trzeba wyjaśniać i to jest plus.

Czy udając chorobę, sprzeciwiam się swoim ideałom niepicia? Moim zdaniem nie.

Jeśli znacie jeszcze jakieś dolegliwości, przy których nie można pić, to piszcie śmiało.


"dano mi w darze po dwie półkule, no a mówiąc ściślej:
dwie półkule do siedzenia, a drugimi myślę...

Offline

#8 2009-07-23 20:12:11

Murchad
Abstynent
Data rejestracji: 2008-04-28
Liczba postów: 1,784

Odp: czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

Moim zdaniem kłamstwo rodzi kłamstwo. To i tak prędzej wyjdzie na jaw. Świat nie jest duży, no ale rób jak chcesz.

Offline

#9 2009-07-23 20:20:15

konrado5
Abstynent
Data rejestracji: 2006-07-12
Liczba postów: 898

Odp: czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

Ale nie ma się czego wstydzić, jak się jest abstynentem z wyboru. Trzeba mówić o tym otwarcie, a jeżeli ktoś tego nie będzie mógł zaakceptować to jego problem, nie twój. Przynajmniej przekonasz się czy warto z tymi ludźmi spędzać czas, warto z tymi, którzy zaakceptują cię takiego jakim jesteś (abstynenta z wyboru), a nie fałszywe wyobrażenie twojej osoby (nie pijącej z powodu jakiejś choroby).

Offline

#10 2009-07-23 20:41:04

Mirosłaf
Forumowicz
Data rejestracji: 2008-09-27
Liczba postów: 206

Odp: czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

Witam nowego towarzysza na forum smile Mam pytanie do Ciebie, piłeś wcześniej czy jesteś abstynentem pierwotnym?

Offline

#11 2009-07-23 21:11:50

Murchad
Abstynent
Data rejestracji: 2008-04-28
Liczba postów: 1,784

Odp: czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

Nie mogę uwierzyć w to, co widzę. Konrado napisał coś, z czym się zgadzam tongue

Offline

#12 2009-07-24 01:52:41

pęknięty klawikord
Abstynent
Lokalizacja: Dziki Wschód (lubelskie)
Data rejestracji: 2009-07-23
Liczba postów: 1,570

Odp: czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

Murchad napisał/a:

Moim zdaniem kłamstwo rodzi kłamstwo. To i tak prędzej wyjdzie na jaw. Świat nie jest duży, no ale rób jak chcesz.

Nie o to chodzi. Jestem słaby w kłamaniu, bo widać to po mnie od razu. Mnie jest potrzebna wymówka "na chwilę". Tak żeby żyć i cały czas wciskać ludziom, że mam np. cukrzycę, to bym nie dał rady - nie umiałbym skonstruować całej otoczki wokół tego. Chodzi mi tylko o krótką odpowiedź, która utnie nagabywanie mnie, dla osoby, której nie znam (i nie chcę poznać), a która wydaje się być natarczywa w swoich propozycjach.

konrado5 napisał/a:

Ale nie ma się czego wstydzić, jak się jest abstynentem z wyboru. Trzeba mówić o tym otwarcie, a jeżeli ktoś tego nie będzie mógł zaakceptować to jego problem, nie twój. Przynajmniej przekonasz się czy warto z tymi ludźmi spędzać czas, warto z tymi, którzy zaakceptują cię takiego jakim jesteś (abstynenta z wyboru), a nie fałszywe wyobrażenie twojej osoby (nie pijącej z powodu jakiejś choroby).

Wstydzić się - to racja, nie ma co. Ale nie lubię się z niczym afiszować. Nie należę do osób rzucających się w oczy czy choćby śmiałych. Nie mam kolczyka w brwi ani irokeza, nie należę do żadnej subkultury. Jak dla mnie, im mniej osób wie o tym, że nie piję - tym lepiej. Bo i po co mają wiedzieć? Nawet to forum... mógłbym dać sobie login jak na innych forach, czy taki jak w e-mailu. Ale na wszelki wypadek wolałem coś bezsensownego. Albo inna rzecz: jestem wegetarianinem. Tyle, że wiedzą o tym nieliczni z mojego otoczenia. Bo nie cierpię się tłumaczyć. Fakt, wolę pójść na łatwiznę.
Od razu mówię: nie chcę udawać kogoś innego niż jestem ani "wpisywać się" w otoczenie. Tak ja wyżej pisałem - potrzebna mi była wymówka "na szybko".
Co do "sprawdzania" i doboru znajomych, to mam inne sposoby. Choćby ubiór. Powiedzmy, że nigdy nie miałem żadnego ciucha z "paskami", "tygryskiem" czy "haczykiem". Nawet nie przez kasę, tylko "nie, bo nie". Może przekora? - mniejsza o to. Tymczasem większość ludzi gardzi takimi jak ja, którzy ubierają się "jakoś", ale nie patrząc na to czy "dyskretny znaczek" albo wręcz metka jest dobrze wyeksponowana. Praktycznie po pierwszym czyimś spojrzeniu na moją osobę wiem, co o mnie myśli i jak mnie ocenia. To dla mnie pierwszy i wyjątkowo skuteczny "filtr". Nie mówię, że przeszkadzają mi osoby ubierające się w te znaczki - niech sobie będą. Tyle, że zwykle to ja im przeszkadzam. Przywykłem.
Dawanie takim osobom drugiej szansy w postaci sprawdzenia tego, czy zaakceptują moje niepicie raczej nie ma sensu, po co im aż taki hardkor? I tak już ledwo zipią.

Mirosłaf napisał/a:

Witam nowego towarzysza na forum smile Mam pytanie do Ciebie, piłeś wcześniej czy jesteś abstynentem pierwotnym?

Dobra, widzę, że Wy się tu mniej więcej przedstawialiście, więc i mnie by wypadało napisać coś o sobie, o ile komukolwiek się zechce to czytać, bo styl pisania mam rozwlekły, grafomański i zniechęcający. Ale jedziem...

Raczej pierwotnym. No tak... jeśli się jest pierwotnym, to słowo "raczej" zdecydowanie nie pasuje. Powiem jak było... Całe moje "picie" sprowadza się do trzech zdarzeń:
1. Zawsze ze dwa razy na rok, zdarzają się jakieś rodzinne imprezy (imieniny czy coś). Kiedyś kiedyś, w czasie jak miałem ~12 lat, na jednej z takich imprez, coś tam polewali jak to zwykle (ale nie mam rodziny pijackiej, o nie, tylko "alkoholowo-standardową"). Wiecie jak to jest będąc dzieciakiem - czasem się żartuje, że "ja też chcę". No i matka powiedziała: "masz, kapnę ci na łyżeczkę". Tym sposobem spożyłem kilka kropel wódy - w jęzor paliło, a walorów smakowych zero. Więcej wódki w życiu nie zaznałem.
2. Kiedyś później, podobnie było z piwem - "a weź spróbuj". Więc spróbowałem łyk jeden - na takiej samej zasadzie, jak się próbuje jakieś nowe ciasto czy egzotyczny owoc. Wtedy byłem ogólnie mało świadomy i nie miałem żadnych konkretnych poglądów, oprócz tego, że alkohol w większych ilościach niż "od święta" to zła rzecz. Dziś bym nawet nie spróbował. Nie powiem, czasem lubię aromat piwa (gdy ktoś obok pije), tak samo jak lubię zapach kawy. Tyle, że ani piwa ani kawy nie piję.
3. Ostatni raz - sylwester ileś lat temu, powiedzmy, że w rok po skończeniu liceum. Kolega męczył mnie od paru dni - "a chodź, pójdziemy gdzieśtam-gdzieś w mieście, zawsze kupa ludzi przyłazi, fajerwerki, będzie fajnie, ble ble ble". W sumie dobrze wiedział, że dla mnie sylwester to dzień jak co dzień (bo i co tu świętować?) i że pił nie będę. Ale dobra, co mi tam - pójdę, choćby dlatego, że go dawno nie widziałem. Więc idziemy, czekamy, oglądamy, północ, ludzie odkorkowują szampany... A tu ten pacan wyjmuje zza pazuchy jakiegoś ruskiego szampana. No ładnie... Otwiera go i, wyobraźcie sobie, wciska mi go do ręki... Ludzi wkoło masa, ten się do mnie drze... ja się drę na niego, że co on sobie myśli, a ludzie jakoś tak zaczęli patrzeć... I zrobiłem błąd. Zamiast rypnąć go tą flaszką po łbie, to łyknąłem tego syfu.
Źle zrobiłem. Po prostu uległem jak nigdy dotąd. Byłem kompletnie zaskoczony, że jemu przyszło coś takiego do głowy. Do dziś nie wiem czemu tak zrobiłem. Może by dał mi spokój? W sumie napiłem się tyle co nic, w dodatku zalałem sobie kurtkę, a smak był tak "wykwintny", że już chyba ocet lepszy. Tyle, że to zrobiłem. W dodatku ten debil miał pewnie satysfakcję, że to właśnie on "sprowadza mnie na dobrą drogę".
Nie wiem jak to ocenicie - na ile to było świadome i jak to zaliczyć.

Co by tu jeszcze o sobie powiedzieć... Chyba nie miał mnie kto nauczyć picia. Wychowywałem się większość życia praktycznie bez ojca, w typowo "babskim" domu. Ojciec w sumie problemów z piciem nie miał, ale brak jego samego pewnie jakoś wpłynął na moją postawę.
Cóż jeszcze? Nie palę. Gardzę papierosami i palaczami. Szczerze mówiąc, to wolę wokół dziesięciu nachlanych żuli niż jednego palacza. Już bym wolał się szambem "inhalować", bo na dym reaguję dosłownie alergicznie. Uważam, że trzeba być po prostu słabiutkim (wewnętrznie) by w ten nałóg wejść i utrzymywać, że się tego świadomie chce.
W zasadzie to tyle o mnie. No tak, jeszcze trzeba by dodać, że picia skutecznie odmawiam (oprócz tamtego niechlubnego sylwestra), tyle że jestem miękki. Mam twarde zasady, ale jak ktoś mnie namawia (szczególnie w jeszcze czyjejś obecności), to czuję się osaczony, gorzej niż na jakimś przesłuchaniu czy egzaminie. Szczerze, to jest mi obojętne, że ktoś mnie przegada i jego będzie na wierzchu - dla mnie ważne jest to, że nie wypiję. Po prostu udaję, że go nie słyszę.
Czasem myślę sobie, że było by mi łatwiej w życiu jak bym pił. I pewnie by tak było. Ale prawdę mówiąc, nie wyobrażam sobie, jak bym miał to wprowadzić w życie - "ja i butelka?" - kompletnie mi to nie pasuje i nigdy do tego nie dojdzie. Różne sytuacje w życiu miałem, łatwo nie jest, ale nigdy nie doszło do tego bym był na skraju przejścia na "ich" stronę.

Jeszcze jedno: już wspominałem, że jestem wegetarianinem. Nie wiem na ile wegetarianizm występuje w parze z abstynencją. Może to kwestia wyrobienia w sobie jakiejś świadomości postępowania i dzięki temu po jednym życiowym wyborze łatwiej następuje drugi? Nie wiem. W każdym razie nie jem mięsa (w tym ryb, bo ryba to też mięso) od ~połowy mego życia.

Pisałem, że nawet lubię zapach piwa. Więc czemu przez całe życie wypiłem jeden łyk, czemu nie piję? Po prostu odrzucam picie "z zasady". Matematycznie mówiąc, picie jest złe "z definicji". Taką mam ideologię. Powiedzmy, że jest to też pewna forma niemego protestu przeciw piciu, widząc to jakie są jego społeczne skutki.
Przeglądając forum, zapisałem sobie jedno zdanie. Nie wiem już kto z Was to napisał, musiałbym poszukać. Brzmiało tak:
"Ja po prostu brzydzę się chemicznej regulacji emocji i uczuć."
Nic dodać, nic ując. Mógłbym się pod tym podpisać, bo jest świetne.
A czy jestem pierwotny czy wtórny? Nie wiem i chyba mniejsza o to.


"dano mi w darze po dwie półkule, no a mówiąc ściślej:
dwie półkule do siedzenia, a drugimi myślę...

Offline

#13 2009-07-24 10:31:10

Murchad
Abstynent
Data rejestracji: 2008-04-28
Liczba postów: 1,784

Odp: czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

Chyba wtórny. Podoba mi się Twoje podejście do abstynencji, ale mam wrażenie (być może mylne i wtedy przepraszam), że ludzie dlatego Cię namawiają mimo Twojej odmowy, bo nie odmawiasz zdecydowanie. Może nawet nie tyle nie zdecydowanie ile wycofująco. To pokazuje Twojemu rozmówcy, że to on ma rację. Mogę się mylić, ale tak mi się wydaje po przeczytaniu Twoich wypowiedzi. Jesteś fajny i pasujesz na to nasze forum, a jak ktoś nie zrozumie Twojej abstynencji, to przyslij go/ją tutaj. My potrafimy wszystko "dosadnie" wyjaśnić.

ps. Annihilator jest wegetarianinem to sobie możecie pogadać tongue

Offline

#14 2009-07-24 11:53:13

konrado5
Abstynent
Data rejestracji: 2006-07-12
Liczba postów: 898

Odp: czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

pęknięty klawikord: Nie znalazłem w twojej wypowiedzi jasnej odpowiedzi na pytanie: po co ci akceptacja fałszywego obrazu twojej osoby (to znaczy ciebie niepijącej z powodu choroby)? Jakie z tego będziesz mieć korzyści? Nadal nie rozumiem po co ci ta wymówka.
Czy Suchy jest również wegetarianinem?

Offline

#15 2009-07-24 14:15:49

pęknięty klawikord
Abstynent
Lokalizacja: Dziki Wschód (lubelskie)
Data rejestracji: 2009-07-23
Liczba postów: 1,570

Odp: czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

@Murchad
Może być wtórny. Dla mnie liczy się sama obstynencja.

Możliwe, że odmawiam mało zdecydowanie. Tylko jak odmawiać? Jestem spokojnym człowiekiem i chyba mam we krwi, że "nie = nie" i nie trzeba nic dodawać. Czy odmawiając powinienem "zaakcentować" swój stosunek do sprawy dodając do słów "nie piję" malutki dodatek w postaci: "odpier* się ty je* chu*!"? Jakoś by mi to nie przeszło przez gardło, bo tu jest kolejna niespodzianka: nie przeklinam. Interpretujcie to sobie jak chcecie. Po prostu nie miałem kiedy nasiąknąć takim językiem, więc mi wielce nie pasuje. Przekleństw tego typu używam tylko wtedy, jeżeli wiem, że mnie nikt... nie usłyszy. Wiem: dziwne.
Nie wiem, może będę musiał zmienić swoje poglądy? Bo chyba do pewnych ludzi nie da się inaczej.
Albo zacznę tak jak Wy proponujecie - kielich czy flaszka z miłą chęcią do ręki i... wylać. Nie robiłem tak jeszcze, ale to chyba by mogło działać. O akceptacji wtedy raczej nie będzie mowy, ale zapewne nie ścierpieliby takiego widoku i dali by mi spokój - końcowy efekt najważniejszy. Wypróbuję.

Dzięki, że mówisz, że tu pasuję. Podobają mi się Wasze wypowiedzi i cała atmosfera. Fajnie, że wreszcie mam z kimś coś wspólnego.
No i podziwiam Annihilatora, że założył tą stronę. Nie znam niczego równie "niszowego" jak abstynencja alkoholowa.

Murchad napisał/a:

(...) a jak ktoś nie zrozumie Twojej abstynencji, to przyslij go/ją tutaj. My potrafimy wszystko "dosadnie" wyjaśnić.

Hehe, raczej nie mam problemu z "filozofami", którzy przedstawiają mi zalety picia albo wady mej abstynencji - z takimi pewnie nie było by problemu, z resztą w moim środowisku takich się niestety raczej nie znajdzie. Problem jest raczej z półgłówkami, a takich dyskusja nie interesuje. Już nie mówiąc o pisaniu na forum, bo "tu przecież jest tyle literek" wink .

ps. Annihilator jest wegetarianinem to sobie możecie pogadać tongue

Eee, a co tu gadać... Niby się zaspokaja własne przekonania, ale też ciężka sprawa. W pewnych środowiskach ludzie nawet nie wiedzą o co chodzi, szczególnie osoby starsze ("kim? Marsjaninem?" albo: "a to sekta jakaś?"). Panie domu traktują odmowę zjedzenia rosołku (w którym "przecież nic nie pływa, sama wybrałam") jako śmiertelną obrazę. Już nie mówię o stołówkach, gdzie świadomość powinna być niby większa, a i tak jak się "wywalczy" brak jakiegoś "klopsa", to poleją ziemniaki "poklopsowym sosem", hehe smile . No i trzeba się pilnować, bo łatwiej w jakąś anemię wpaść. Jedyna różnica jest taka, że przynajmniej nie ma takiego nacisku jak w przypadku picia.
Co do wegetariańskiej ideologii, to po wielu rozmowach z różnymi ludźmi wyszło mi, że na dobrą sprawę postępuję... nieracjonalnie. Tak, właśnie nieracjonalnie. Tyle, że tak jak z piciem, nie potrafiłbym się przemóc by to zmienić, za głęboko to we mnie siedzi.
Ale to temat na jakieś inne forum.


konrado5 napisał/a:

Nie znalazłem w twojej wypowiedzi jasnej odpowiedzi na pytanie: po co ci akceptacja fałszywego obrazu twojej osoby (to znaczy ciebie niepijącej z powodu choroby)? Jakie z tego będziesz mieć korzyści? Nadal nie rozumiem po co ci ta wymówka.

By było łatwiej i szybciej? Nie zamierzam jej używać w stosunku do osób wartościowych. Wyobraź sobie przykładową moją sytuację: godzina 21:00, akademik. Do współlokatora (załóżmy, że niemającym ze mną wiele wspólnego) wpadają jego koledzy. Nie mam zamiaru się z nimi zaprzyjaźniać, chcę ich olać. Akurat nie mam za bardzo gdzie pójść i chcę sobie coś poczytać albo poklikać na kompie, a oni niech robią co chcą. Jak są koledzy, to zaraz jest browar albo flacha. I zaraz pada wręcz retoryczne pytanie "pijesz z nami?". A tu niespodzianka - ja odpowiadam "nie".
Teraz mi powiedz, Konrado5, co byś wybrał: tłumaczyć się:
- nie piję, bo jestem abstynentem
- jak to? Ale pijesz?
- nie
- ale wypiłeś kiedyś piwo?
- nie
- ale z nami się nie napijesz?
- nie
- czemu?
- bo nie piję
- ale czemu nie pijesz?
- bo tak zdecydowałem
- ale co ci się stanie?
- daj spokój, bo i tak się nie napiję
- ale...

[i tak dalej przez dwadzieścia minut albo przez godzinę... miałem tak. Nawet jak już przycichło, to po jakimś czasie i tak któryś się "zresetował" i od początku "pijesz z nami?...". To nie są ludzie, do których coś dociera, u nich z dziada, pradziada się piło i każdy "swój chłop" musi pić. Więc co, dyskutować? Argumentów używać? Bez sensu.]
czy może tak:
- nie mogę, mam cukrzycę
- nie można pić z cukrzycą?
- tak, jak się napiję, to zdechnę
- uu, to masz przej*, pijemy twoje zdrowie

Minuta i po rozmowie. Fakt, że oni mieliby wtedy do mnie inny stosunek. Możesz to nazwać "akceptacją mojego fałszywego wizerunku". Tyle, że ja nie mam zamiaru tego wykorzystywać by stać się ich "ziomkiem"! Na tysiąc innych sposobów potrafię stwierdzić czy ktoś się na kumpla nadaje czy nie. Dalej ich będę olewał.
Oczywiście tak jest też łatwiej, chodzi o komfort psychiczny. Ja po prostu nie mam siły każdemu tłumaczyć i z każdym się użerać.
Niestety, jest też ryzyko, że pomyślą sobie, że "jeszcze nie jest ze mną tak źle" i jednak potrafię się "bawić" (na ich sposób, oczywiście, tyle że bez picia) i będą mnie chcieli wyciągnąć do baru czy gdzieś. I wtedy się okaże, że i tak nie pójdę, bo w barach mi śmierdzi dymem albo nie lubię biesiady/disco-polo/techno/... . Ale to dla mnie i tak mniejszy problem, najwyżej powiedzą, że jestem burak, lamus czy jeszcze coś, ale przynajmniej nie będę musiał się tłumaczyć.

Ostatnio edytowany przez pęknięty klawikord (2009-07-24 14:18:44)


"dano mi w darze po dwie półkule, no a mówiąc ściślej:
dwie półkule do siedzenia, a drugimi myślę...

Offline

#16 2009-07-24 14:35:50

konrado5
Abstynent
Data rejestracji: 2006-07-12
Liczba postów: 898

Odp: czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

pęknięty klawikord: proponowałbym coś w stylu: "Nie wiem dlaczego, ale nie chcę pić. To kwestia gustu. O gustach się nie dyskutuje.". I mnie by również zdenerwowała odpowiedź na pytanie "Dlaczego nie pijesz?" w stylu "Bo nie piję". W pytaniu chodzi o przyczynę niepicia, a nie to czy pijesz czy nie. Jeżeli nie potrafisz odpowiedzieć na pytanie "Dlaczego" to odpowiadaj "nie wiem", a nie mów coś w stylu "bo tak", bo to niczego nie wyjaśnia.

Offline

#17 2009-07-24 14:45:57

pęknięty klawikord
Abstynent
Lokalizacja: Dziki Wschód (lubelskie)
Data rejestracji: 2009-07-23
Liczba postów: 1,570

Odp: czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

Ech, nie rozumiesz... Może dosadniejszy przykład: pracujesz na budowie / przy wyrębie lasu / kopaniu dołów / ... . Upał, wszyscy z browarem w reku. I nagle się zaczyna czepianie "dlaczego nie pijesz?". Czy taki prosty człowiek będzie wiedział choćby co oznacza słowo "gust"? Taka odpowiedź wlatuje im jednym uchem, a drugim wylatuje i dalej następuje "ale dlaczego?", "no ze mną się nie napijesz?" i "przecież nic ci się nie stanie".
A chyba nie ma aż takich ignorantów by nie słyszeli o cukrzycy. Choroby są jednak w Polsce traktowane "nieco" poważniej niż poglądy typu "bo mam taki gust". Niestety.
Dlatego propozycja kolegi Robert_Paulson z mówieniem, że się ma cukrzycę jest jak dla mnie świetna, za co mu dziękuję.

Masz nieco racji, że moje "bo tak" może ich drażnić i prowokować do dalszego gadania. Faktycznie jak powiem "nie wiem", to może być nieco neutralniej.

Jak bym był starszy z 10 lat, to mógłbym też mówić, że nie piję, bo "jestem niepijącym alkoholikiem i jak się napiję, to złapię cug i koniec". Z mojej obserwacji wynika, że to działa - pracowałem kiedyś w jednej robocie z kimś takim, osoba ta miała wręcz szacunek od różnych menelików za to, że mu się udało. Tyle, że teraz jestem za młody by taka wymówka przeszła.

Ostatnio edytowany przez pęknięty klawikord (2009-07-24 14:48:53)


"dano mi w darze po dwie półkule, no a mówiąc ściślej:
dwie półkule do siedzenia, a drugimi myślę...

Offline

#18 2009-07-24 14:55:56

konrado5
Abstynent
Data rejestracji: 2006-07-12
Liczba postów: 898

Odp: czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

pęknięty klawikord: podobnie reagują moi koledzy ze studiów zaocznych (przeniosłem się na dzienne, studiuję filozofię). Oprócz tego jeszcze próbują podawać bardziej "filozoficzne" powody by pić np. jak możesz wypowiadać się na temat picia, jak nie wiesz jak to jest, bo nigdy nie upiłeś się do nieprzytomności (nie jestem abstynentem, ale nie chcę też zbyt dużo wypić). Jeszcze mówili, że po alkoholu można doznać jakiegoś oświecenia itp. Największy problem jest  z tym, by przekonać ich, że w danym dniu nie chcę pić, bo chcę pić rzadziej (nie co tydzień na przykład). Mówią, że nic mi się nie stanie jak jedno piwo wypiję i takie tam. A raz miałem taką sytuację, że postanowiłem w danym dniu ani kropli nie wypić i im to powiedziałem, ale koleżanka którą bardzo lubię prosiła mnie o to bym z nią kieliszka wypił i mówiła, że dorosłemu człowiekowi się nic nie stanie, że nie ma z kim już wypić, że niby takie nieracjonalne postanowienia (nie wypiję ani kropli) się nie liczą, że rozumie, że nie chcę działać wbrew swojemu słowu, ale że już nie będzie mnie więcej prosić, że chce mi coś pokazać, że nie będę żałował, że wypiję. No i powiedziałem w ten sposób "wypiję ale tyljko dlatego, by sprawdzić czy rzeczywiście już nigdy nie będziesz mnie prosić". Czy dobrze zrobiłem? Bo z jednej strony chciałem dotrzymać słowa, a z drugiej strony nie chciałem sprawić jej przykrości. Okazało się, że ten kieliszek mi smakował, bo to był jakiś słodki drink. Jeszcze trudniej ludzi przekonań, żeby pozwolili nie wypić więcej niż 2 piw, i nie częściej niż raz w miesiącu.

Offline

#19 2009-07-24 16:29:00

Murchad
Abstynent
Data rejestracji: 2008-04-28
Liczba postów: 1,784

Odp: czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

A ja się będę upierał przy swoim tongue Jak będą ciągle pytać to w którymś momencie powiedz "Dobra", weź kieliszek, butelkę, puszkę, kufel, czy z czego tam piją, powiedz "na zdrowie" i wylej. Jeżeli za pierwszym razem nie pomoże, akcję powtórz. Gwarantuję, że w końcu zrezygnują. Będą woleli sami to wypić niż patrzeć jak wylewasz ich ciężko zarobione pieniądze.

Offline

#20 2009-07-24 16:44:37

konrado5
Abstynent
Data rejestracji: 2006-07-12
Liczba postów: 898

Odp: czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

Najdziwniejsze jest to, że nie chcą sami tego wypić, co komuś proponują. Czyżby tak nie lubili alkoholu, że chcą się go jak najszybciej pozbyć? Co im przeszkadza, że jedna osoba nie pije?

Offline

#21 2009-07-24 20:06:07

ren-ya
Forumowicz
Data rejestracji: 2008-12-05
Liczba postów: 506
WWW

Odp: czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

Witam Cię i ja, pęknięty klawikordzie:)

pęknięty klawikord napisał/a:

styl pisania mam rozwlekły, grafomański i zniechęcający

A mnie się podoba Twój styl:) Dobrze się Ciebie czyta.

Odnośnie tego co napisałeś - rozumiem, że w Twojej sytuacji przekonująca wymówka rozwiązałaby problem uciążliwości ciągłego tłumaczenia się z niepicia. Wprawdzie tak jak moi przedmówcy uważam, że najlepiej jest postawić sprawę jasno, jednak rozumiem też Twoje niechęć do wdawania się w bezsensowne dyskusje na temat zasadności (bezzasadności) abstynencji.
Ja zazwyczaj odpowiadam, że nie piję, bo tak postanowiłam (w przeciwieństwie do konrado nie uważam, by należało się nagabywaczom wyjaśnienie z jakiego powodu nie piję) koniec i kropka! Myślę, że i w Twoim przypadku stanowczość i konsekwencja w końcu przyniosłyby oczekiwane rezultaty.
Ale jeśli rzeczywiście uważasz, że póki co najlepszym dla Ciebie wyjściem jest przekonująca wymówka, no to proszę:
- jestem na antybiotykach,
- coś mnie bolało i zażyłem tabletkę,
- wrzody,
- zespół jelita wrażliwego,
- alergia (wyjątkowo swędząca wysypka po alkoholu),
- traumatyczne wydarzenie (znajomy ojca zmarł po przedawkowaniu alkoholu, znajomy alkoholik w fazie delirium tremens).

Pozdrawiam i jednocześnie życzę odwagi i wyrażaniu siebie.

Offline

#22 2009-07-24 20:28:27

Annihilator
Abstynent
Data rejestracji: 2006-02-09
Liczba postów: 1,172
WWW

Odp: czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

@pęknięty klawikord

Dam Ci radę jak odmawiać.
Podaj im tego linka: http://www.abstynenci.pl/o_autorze i powiedz, że jesteś jednym z tych.

Możesz także powiedzieć (przy cięższym naleganiu), że wypijesz, gdy mnie dobrymi argumentami przekonają do wypicia. Moje namiary mają tutaj: http://www.abstynenci.pl/redakcja

Offline

#23 2009-07-24 20:54:19

konrado5
Abstynent
Data rejestracji: 2006-07-12
Liczba postów: 898

Odp: czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

ren-ya: Mnie denerwuje gdy kogoś się pytam na kogo głosował w wyborach i ten ktoś odpowie "to jest moja prywatna sprawa, o tym nie muszę mówić", a gdy pytam "dlaczego nie chcesz o tym mówić" to słyszę odpowiedź "bo tak postanowiłam". Przecież taka odpowiedź niczego nie wyjaśnia, ja wiem, że tak postanowiła, tylko chcę wiedzieć dlaczego. Byłbym usatysfakcjonowany nawet wtedy gdybym usłyszał "nie wiem dlaczego, ale strasznie nie chcę powiedzieć dlaczego nie chcę powiedzieć dlaczego nie chcę mówić o tym na kogo głosowałam". Ale drażnią mnie odpowiedzi typu "bo tak", "bo tak postanowiłem", "bo to moja sprawa" na jakiekolwiek pytania.

Ostatnio edytowany przez konrado5 (2011-10-15 14:41:04)

Offline

#24 2009-07-24 22:27:12

ren-ya
Forumowicz
Data rejestracji: 2008-12-05
Liczba postów: 506
WWW

Odp: czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

Konrado, myślę, że byłoby Ci lżej, gdybyś zaakceptował fakt, że decyzje innych ludzi niekoniecznie muszą być dla Ciebie zrozumiałe, a ich wyjaśnienie satysfakcjonujące, oraz że mają oni prawo podejmować je bez konieczności tłumaczenia się z nich przed innymi osobami.
Stwierdzenie "bo tak" może być wyrazem oślego uporu, może być też komunikatem informującym o braku chęci rozmowy na dany temat. Człowiek na jedne tematy chce dyskutować, na inne wręcz przeciwnie, czasem, dlatego, że brak mu czasu na zagłębienie się w rozmowę, czasem ma po prostu zły dzień, a czasem chodzi o to, że niektóre tematy są dla niego tak osobiste, że ujawnienie swojego zdania wiąże się w jakiś sposób z odsłonięciem się, a co za tym idzie z naruszonym poczuciem bezpieczeństwa.

Offline

#25 2009-07-24 23:06:16

konrado5
Abstynent
Data rejestracji: 2006-07-12
Liczba postów: 898

Odp: czy znacie jakieś wymówki by nie pić?

ren-ya napisał/a:

Konrado, myślę, że byłoby Ci lżej, gdybyś zaakceptował fakt, że decyzje innych ludzi niekoniecznie muszą być dla Ciebie zrozumiałe, a ich wyjaśnienie satysfakcjonujące, oraz że mają oni prawo podejmować je bez konieczności tłumaczenia się z nich przed innymi osobami.

Tylko, że brak chęci do wytłumaczenia decyzji odbieram jako złośliwość, brzmi dla mnie strasznie niemile. Nie wiem dlaczego.

ren-ya napisał/a:

że brak mu czasu na zagłębienie się w rozmowę

O wiele milej by brzmiało gdyby powiedział "Nie mam czasu na zagłębianie się w rozmowę".
No i proszę się odnieść do tego:
A raz miałem taką sytuację, że postanowiłem w danym dniu ani kropli nie wypić i im to powiedziałem, ale koleżanka którą bardzo lubię prosiła mnie o to bym z nią kieliszka wypił i mówiła, że dorosłemu człowiekowi się nic nie stanie, że nie ma z kim już wypić, że niby takie nieracjonalne postanowienia (nie wypiję ani kropli) się nie liczą, że rozumie, że nie chcę działać wbrew swojemu słowu, ale że już nie będzie mnie więcej prosić, że chce mi coś pokazać, że nie będę żałował, że wypiję. No i powiedziałem w ten sposób "wypiję ale tyljko dlatego, by sprawdzić czy rzeczywiście już nigdy nie będziesz mnie prosić". Czy dobrze zrobiłem? Bo z jednej strony chciałem dotrzymać słowa, a z drugiej strony nie chciałem sprawić jej przykrości. Okazało się, że ten kieliszek mi smakował, bo to był jakiś słodki drink.

Ostatnio edytowany przez konrado5 (2009-07-24 23:15:09)

Offline

Stopka

Forum oparte na FluxBB