Nie jesteś zalogowany na forum.
Strony: Poprzednia 1 2
Offline
Suchy - zazdroszczę
Jak przy okazji wystraszę dziki, które notabene chętnie przychodzą aż pod mój blok, to tylko się ucieszę. W bezpośredniej konfrontacji z takim zwierzęciem ucierpię bardziej niż ono od moich petard.
Z dwojga złego, wolę świętować w taki sposób niż jak przeważająca większość społeczeństwa wlewać w siebie trucizny. Wolałbym też gdyby mój dzieciak oparzył sobie paluszek, niż zgonował na gimnazjalnej popijawie. Cóż
Offline
Jak nic się nie zmieni, to sylwestra "obejdę" 5. lub 6. stycznia w postaci podróży do Dorohuska i z powrotem. By było odpowiednio uroczyście, wyjazd odbędzie się pociągiem osobowym. A żeby było głośno, to już w Dorohusku, zdetonuję nadmuchaną torebkę po kanapce. Ha! Będzie ktoś miał takiego sylwestra? To się nazywa niepowtarzalny dzień .
"dano mi w darze po dwie półkule, no a mówiąc ściślej:
dwie półkule do siedzenia, a drugimi myślę...
Offline
Jako że mineło już trochę czasu, myślę, że mogę napisać swoje zdanie nt. abstynencji i zweryfikować to co pisałem w listopadzie zeszłego roku. Oto moje 3 grosze:) (Zaznaczam, że cała wypowiedź to tylko moje osobiste zdanie)
Pierwsza i pewnie najważniejsza sprawa, jeśli chcesz zyć bez alkoholu, musisz zobaczyć w takim wyborze niesamowitosć, zajebistość, energię, możliwości. Jeśli będziesz się w tym męczył i zaznaczał na czerwono dni w kalendarzyku ile to mineło od ostatniego wypicia, prędzej czy później przegrasz. Dobrym pomysłem jest usiąść z kartką i wypisać sobie powody dla których nie pijesz. Im więcej tym lepiej.
Dalej. Gdy rzuciłem alkohol, jednym z powodów (na pewno nie najważniejszym) była chęć oszczędzenia pieniędzy. Tutaj niespodzianka, bo odkąd nie piję, na wyjściach wydaję więcej niż wcześniej. Kiedyś kupiłem wódkę i to było wszystko co było potrzebne do szczęścia, dziś rozrywka kosztuje mnie więcej, ale nie przeszkadza mi to bo dysponuję pieniędzmi świadomie i na drugi dzień nie muszę bać się spojrzenia do portfela:). Mała uwaga, nie bój się wydawać pieniądze. Jeżeli Twoim nawykiem było w piątek po pracy nawalić się z kumplami, weź kase, którą wydałbyś na wódkę i zrób sobie przyjemność. Kup książkę, zabierz dziewczynę do kina, cokolwiek. To że nie pijesz nie oznacza,że masz dusić groszę:) Odnośnie wychodzenia. Na początku mojej drogi starałem się jak najczęściej wychodzić ze znajomymi. Oni bawili się jak zawsze, a siedziałem przy herbatce. Po pewnym czasie, zorientowałem się że robię to trochę na siłę, żeby w jakiś sposób załatać dziurę jaka pozostała po wyeliminowaniu alkoholu. Ostatnio odpuściłem, więcej czasu spędzam sam i myślę, ze każdy kto zdecyduję się na takie życie musi się z tym liczyć. Żeby była jasność, nie traktuję tego jak wadę. Nie jestem smutasem.
Inna rzecz o której chciałem bardzo napisać jest dyscyplina. Wydaje mi się, że nie dotyczy to tylko mnie. Otóż, gdy więszkość z nas, ludzi którzy pili alkohol i decydują się z niego zrezygnować, wiąże abstynencje z ogromną dyscypliną i rygorem. Coś w stylu, przestanę pić to zacznę chodzić na siłownię, biegać po 30 km tygodniowo, będę utrzymywał super dietę itd. Tutaj uwaga bo łatwo można się przejechać. Jesteśmy tylko ludźmi, więc nie narzucajmy sobie sami presji na barki bo możemy jej nie unieść. Nie bądźmy dla siebie zbyt surowi, to że nie pijemy jest już wystarczającym osiągnieciem i warto się z niego cieszyć, a siłownia czy inne cele można wprowadzać stopniowo z czasem.
Na ten moment to tyle, jak coś więcej mi przyjdzie do głowy to edytuję post. Pozdrawiam i życzę wszystkim szczęścia
Ostatnio edytowany przez MVV (2012-09-03 13:27:07)
Offline
Widzisz, a jednak sie udało :-) Nie edytuj tylko dopisuj nowego jak co, bo edycji nikt nie zauważy ;-)
Pozdrawiam
Offline
Szczerze napisane. Fajnie, że Ci się udało. Gratuluję słusznej decyzji.
Mam nadzieję, że to co napisałeś, przeczyta nasz forumowy kolega, Piorunix.
"dano mi w darze po dwie półkule, no a mówiąc ściślej:
dwie półkule do siedzenia, a drugimi myślę...
Offline
Brawo. Miło się czyta takie wpisy
Offline
Najtrudniejsza rzeczą dla mnie w trwaniu w abstynencji są dni takie jak dziś. Przychodzi piątek, weekend, wszyscy się bawią a ja w domu z kotem. Znajomi dzwonią, zapraszają, ludzie na ulicach się organizują, sąsiedzi urządzają imprezy. A Ty sam. Książkę poczytać, film obejrzeć to wszystko fajnie, ale dziś jest wyjątkowo trudno.
Offline
ja się tam nie bawię. Zmarnowałem właśnie trzy godziny pracy przez niedorobioną joomlę.
Przedtem zapieprzałem z 10 razy po schodach z wiadrem gruzu.
Skąd gruz? Z własnego mieszkania, bo wymieniali rury na pcv. Łapaj młot i kuj. Kafelki, cegły i masy cementu którymi jakiś nieskończony debil obrzucił metalowe rury.
Pół łazienki sprute, toaleta wygląda jak ruina, nie mówiąc o kurzu i nieprawdopodobnym syfie który jest wszędzie i w moich górnych drogach oddechowych również.
Ej spoko. Mogłeś mieć gorszy dzień niż masz. Ja nie mam kota
Offline
Najtrudniejsza rzeczą dla mnie w trwaniu w abstynencji są dni takie jak dziś. Przychodzi piątek, weekend, wszyscy się bawią a ja w domu z kotem. Znajomi dzwonią, zapraszają, ludzie na ulicach się organizują, sąsiedzi urządzają imprezy. A Ty sam. Książkę poczytać, film obejrzeć to wszystko fajnie, ale dziś jest wyjątkowo trudno.
A ja miałem wczoraj imprezę firmową. Firma ma pieniądz, więc wódy było po uszy. Towarzystwo piło, każdy swoim tempem, niektórzy nieco szybciej, niż było to dla nich dobre. Przez osiem trzeźwych godzin ubawiłem się radośnie jak świnia w błocie, natańczyłem za wszystkie czasy, pogadałem z kim chciałem pogadać, poznałem bliżej kilku nowych współpracowników... najlepszy wieczór od bardzo dawna.
Abstynencja nie musi być alienacją! To już kolejny wątek, w którym widzę odwrotne podejście i, szczerze, nie rozumiem go.
No niby tak. Ale dla wtórnego, to chyba prostsze. Prostsze w tym sensie, że idzie na imprezę jak każda inna, tyle że nie pije. No... może nie jest łatwo nie pić gdy inni wiedzą, że się wcześniej piło. Ale dla niepijącego pierwotnie, dochodzi kwestia przełamania się - "nigdy nie piłem, nie wiem o co w tym chodzi, a teraz muszę wejść w sam środek pijących ludzi". Dla niektórych to dyskomfort.
"dano mi w darze po dwie półkule, no a mówiąc ściślej:
dwie półkule do siedzenia, a drugimi myślę...
Offline
Dla mnie to też dyskomfort. Nie dlatego że proponują, bo to nie tylko na imprezach mnie spotyka. Po prostu jakoś nie znoszę widoku, "zapachu", zachowania ludzi pijących. Przepraszam
Offline
Chyba tu nie chodzi o pierwotny/wtórny, bo mamy tu przykłady pierwotnych lubiących imprezy, pierwotnych nielubiących, wtórnych lubiących i wtórnych nielubiących
Po prostu jedni lubią, a inni nie. Ja nie mam problemu z dogadaniem się i dobrą zabawą z osobami pod lekkim wpływem alkoholu.
Offline
ja też nie mam problemu. Po prostu tego nie lubię
Offline
Aleksandro, też prawda. Chętnie bym powiedział, że jednak więcej jest "pierwotnych nielubiących" niż lubiących, no bo w końcu sam do nich należę, hehe, ale chyba jednak wszystkich jest po równo.
"dano mi w darze po dwie półkule, no a mówiąc ściślej:
dwie półkule do siedzenia, a drugimi myślę...
Offline
MVV: Doskonały komentarz podsumowujący
Co do wydawania pieniędzy... Jak przeliczy się cokolwiek na pieniądze, które wydawało się na piwo (szczególnie to w pubie, do tego często rozwodnione) czy papierosy, to wszystko od razu wydaje się tańsze
Offline
Strony: Poprzednia 1 2