#1 2006-05-03 09:35:36

jaras
Forumowicz
Data rejestracji: 2006-04-29
Liczba postów: 18
WWW

piciorys - życiorys pijaka

na początku był chaos, chaos był dobry,
potem rozdzieliłem światłość od ciemności - i to mnie zgubiło...

mam na imię jarek, jestem alkoholikiem

piłem alkohol od kiedy pamiętam, jak byłem małym chłopcem rodzice podczas radosnych imprez podawali mi alkohol, by dodać gadżetu do uciechy, gościom to imponowało, ...takie dziecko! ...a już potrafi... a i mi to pasowało, byłem fajnie zakręcony i w centrum uwagi  i tak mi zostało...
ujrzałem sposób na życie, moi rodzice żyli w takich, a nie innych warunkach, wokół duża rotacja ludzi, wciąż nowe twarze, życie w strachu i przełamywanie sie nawzajem, alkohol służył do tego niczym czarodziejska różdżka, wszyscy radośni i otwarci, a ja w centrum 
potem zauwazyłem, że to rzeczywiście działa, zacząłem trzymać się starszych ode mnie, wkupowałem się załatwianym, dzięki kłamstwu, alkoholem, a wśród rówieśników i młodszych ode mnie byłem kimś ważnym 
potem sam wyruszyłem pomiędzy ludzi, rozpoczęła się rotacja wokół mnie, najpierw szkoła zawodowa, chłopak, który zapowiadał się na kogoś porządnego, poszedł do budowlanki, pierwsza własna decyzja, przeciw rodzicom, nauczycielom, systemowi, a może, tak naprawdę, chodziło mi o piwo na budowie...
zawodówke omal nie przepiłem, na pewno przepiłem zaufanie kilku ważnych i bliskich osób, kilku mniej ważnych i swoje...
po raz pierwszy zaczynałem się bać siebie, nie rodziców, szkoły i systemu ale zadziwiającej łatwości dokonywania poważnych błędów, i co ciekawe... pod wpływem alkoholu, który kojarzył mi się z ciepłotą ludzką, zaufaniem, wspólnotą...
zaczynałem wyraźnie rozumieć, że czegoś w tym wszystkim nie rozumiem...
być może dlatego tak łatwo było mi odejść z technikum i nie zdać do drugiej klasy, zaczynała mi towarzyszyć porażka...
kolejna przeprowadzka, tym razem do naprawdę dużego miasta, okna na świat, kolejni nowi ludzie, zatrudnienie, dorosłość, traktowanie mnie równorzędnie, mimo, że się nie wkupiałem... byłem, pod tym względem, równiacha  nie trzeba mnie było namawiać...
pierwszy raz zobaczyłem, że ludzie mają mnie na uwadze, bo jestem...
jednak nadal trenowałem swój, poznany za dzieciaka, sposób na życie, już nie potrafiłem sie ocknąć, wróciłem do szkoły, tym razem wieczorowej, pracowałem, dziewczyna, kumple, wielki świat wokół, idea Rastafarianizmu, życia w zgodzie z Bogiem i naturą, odpowiedzialność za babcię i niepełnosprawną ciotkę... wtedy poznałem zbawienny wpływ klina na życie...
życie moje zostało uratowane... przecież tylko dzięki alkoholowi potrafiłem to wszystko ogarnać, a teraz jeszcze bardziej 
po roku dojechali rodzice... no i dopiero się zaczęło... znienawidziłem ich za to, że ukazali mi tę prawdę, którą ukrywałem przed innymi, a inni pomagali mi ją ukryć przede mną samym... staczałem się szybciutko... w pracy kręcili nade mną głową, szkoła przepadła, dziewczyna odeszła, w domu wojna, koszmar, a na koniec, walka z trzmielami zagnieżdżonymi pod kołdrą...
porażka, prawdziwa porażka... a tak pięknie miało być...
i trafiłem do armii, mówiono tam na mnie uśmiechnięty, może dlatego, że już znałem cierpienie, może dlatego że już wiedziałem czego się bać...
w armi przestałem się upijać, żadnych wielodniówek, jadłem i spałem spokojnie, odzyskałem wiarę w siebie i w przyszłość, przecież nie mogło jeszcze ze mną być tak źle...
do cywila wychodziłem mając marzenia, plany, cheć do życia, niedługo zmieniłem pracę, miałem lepszą i większe pieniądze, wszystko się układało pięknie - do pierwszej wypłaty...
wtedy poznałem przyjacielską dłoń drugiego człowieka, bo sam nie byłem w stanie wlać w siebie alkohol... kolejna porażka, przepadły marzenia... plany... wolność... potężny cios...
postanowiłem więc zawalczyć o siebie, coś przecież było w tym swiecie... dopiero co miałem się ok... zacząłem polepszać sobie życie, wywalili mnie z tej pracy, ale wygrałem na tym, ówczesna kuroniówka i nieźle płatna praca, do tego lewizna... wszystko było w zasięgu... i przepadło... ktoś za mnie spłacił długi, ktoś się zaopiekował, pomógł... też przepadło...
ja już przepadłem... chodziłem po tym świecie i śmierdziałem...
nic i nikt nie było w stanie wyrwać mnie z tego...
tylko dlaczego nie umieram?... starałem się, przynajmniej, nie być zbyt wielkim obciążeniem, starałem się przynajmniej zarobić na to swoje pijaństwo, starałem się by ludzie się do mnie nie przywiązywali, żebym nie ściągał ich za sobą w dół...
po latach tułaczki trafiłem do takiej firmy, skansenu, w której tolerowano pijaństwo, mogłem jeszcze trochę przeboleć to życie, wróciłem do technikum... żeby mieć pretekst do wyjścia z domu, wciąż mieszkałem z rodzicami, a trochę po to by mieć coś w co się zaangażuje, co jeszcze mnie odciągnie od tego cholernego pijaństwa, trułem się piwem, bo liczyłem, że to na tyle długo potrwa, że nie zdążę się upić, nie potrafiłem jednak odmówić sobie gorzały, choć wiedziałem, że za nią czeka na mnie, znowu, to samo szaleństwo, piłem już coraz mniej, a upijałem się...
nie miałem w sobie zgody na to... przecież ja muszę wypić sześć piw, żeby czuć się dobrze  życie przerodziło mi się w ciągły kac i walkę z samopoczuciem, porażka, po prostu... totalna porażka... czyżby Bóg coś spierdolił?
po co wciąż żyje? za co ciepię? co jest grane?
jeszcze mnie z tego skansenu wyrzucą... co za hańba... potem już tylko bezdomny pijanica będę... dykta i kanały zajrzały mi głęboko w oczy...
w tych ostatnich latach poznałem człowieka, który zrobił coś zadziwiającego, dla mnie nieosiągalnego, nawet nie myślałem, że to można... przerwał picie... powiedział mi jak to sie robi i skorzystałem z rady
żeby utrzymać się w pracy, postanowiłem zalegalizować swoje pijaństwo i zostać oficjalnie leczącym się alkoholikiem, poszedłem na odwyk nauczyć się pić po ludzku, radząc sobie z problemami, przecież tam są psychologi, to chociaż skorzystam... kiedy wszedłem na sale terapeutyczną i zobaczyłem z kim będę przebywał, to pomyślałem że ci ludzie owszem... dla nich jest szansa... porządni, mądrzy i zaradni... mieli motywację, rodziny, pracę, porządne życie, a ja taka sierota skończona, byłem tam tylko po to by mieć pieczątke w książeczce, żeby się moi szefowie odwalili ode mnie, jak się znowu spiję 
ale miałem pecha, siedziałem obok człowieka, który opowiadając o sobie, mowił o mnie, wszystko się absolutnie zgadzało... tylko był dużo starszy... spostrzegłem, że nie tak łatwo się umiera, nawet jak się wiele lat zdycha i zapił terapie... cholera... mogę nie umrzeć, będę się męczył...
to mi się w pale nie mieściło... byłem przerażony... popadłem w jakąś bezwole i zacząłem słyszeć co do mnie mówią, na tej całej terapii, że ja, choćby nie wiadomo jaki, skończony alkoholik, mogę nie pić... i to nie jakiś tam czas, aż szum w głowie i wokół ucichnie - tylko wogóle nie pić!
czyżby?
na dodatek trafiłem na spotkanie Anonimowych Alkoholików... siedziałem tam, taki porąbany alkoholik i siedzieli tam inni... mówili o sobie, że też są alkoholikami... ale byli spokojni, zrównoważeni i pewni siebie, bardzo jasno się wyrażali, przypomnieli mi, jakim człowiekiem zawsze chciałem być, biło od nich coś, czego całe życie poszukiwałem, co ciekawe... powiedzieli mi, że też mogę taki być... prędzej czy później, ale na pewno jeśli zostane w AA...

no to zostałem

Offline

#2 2006-05-03 10:11:25

Annihilator
Abstynent
Data rejestracji: 2006-02-09
Liczba postów: 1,172
WWW

Odp: piciorys - życiorys pijaka

Wmawiaj sobie, że jesteś abstynentem wtórnym, nie alkoholikiem, to drugie może i jest prawdziwe, ale może i być lekko dołujące (chyba). Termin abstynent określa to, co dzieje się teraz, aktualnie. Teraz, jak wnioskuję z historii, już nie pijesz, zatem odpowiedź masz.

Zastanawiające jest dla mnie, co ma tu większą moc powstrzymywania od picia alkoholu - świadomość, że jest się alkoholikiem, czy abstynentem wtórnym... Bo z własnego doświadczenia wiem, że świadomość bycia abstynentem pierwotnym, to bardzo duża siła i motywacja, która powstrzymuje mnie teraz i w przyszłości, przed spróbowaniem.

Offline

#3 2006-05-06 08:31:11

jaras
Forumowicz
Data rejestracji: 2006-04-29
Liczba postów: 18
WWW

Odp: piciorys - życiorys pijaka

nie wiem jak lepiej o sobie myśleć, nazywając siebie alkoholikiem stwierdzam fakt, nie osądzam siebie, nie oceniam i nie krytykuję, nie rozmydlam prawdy

nie ma dla mnie znaczenia jak to nazywać, znaczenie ma świadomość, że przeszedłem przez piekło, utraciłem kontrolę nad ilością spożywanego alkoholu i jej nie odzyskam, mogę się zapić na śmierć po drodze wszystko tracąc - zresztą byłem o krok od tego...

teraz nie piję, dostałem szansę na normalne życie i powoli się tego uczę ;-)

Offline

#4 2007-03-01 17:31:18

nutka
Forumowicz
Data rejestracji: 2007-02-15
Liczba postów: 196

Odp: piciorys - życiorys pijaka

Dla mnie nazwanie się ALKOHOLICZKĄ,nie jest ,,lekko dołujące"(chociaż pamiętam jak się wstydziłam tej nazwy kiedyś)To przecież prawda i nic tego nie zmieni.Ale ABSTYNENTKA WTÓRNA brzmi nieżle;ludzie się nie boją.Pamiętam jak ja reagowałam na to określenie-po prostu lękiem.Wynikało to z mojej niewiedzy,tak jak większość ludzi myślałam stereotypami:ALKOHOLIK=MENEL.Nic bardziej mylnego!!Alkoholikami są ludzie z  różnych warstw społecznych,róznych zawodów,pochodzenia,religii itp.

Offline

#5 2007-08-18 23:45:24

sylwu
Forumowicz
Data rejestracji: 2007-08-18
Liczba postów: 3

Odp: piciorys - życiorys pijaka

Cześć. Jestm nowa i potrzebuję pomocy.

Offline

#6 2007-08-19 09:50:15

jaras
Forumowicz
Data rejestracji: 2006-04-29
Liczba postów: 18
WWW

Odp: piciorys - życiorys pijaka

czytaj w internecie co się da

pozwól sobie pomóc www.aa.org.pl www.odwyk.pl

pomaga praca nad sobą, nad własnymi ułomnościami, nie wiedza i nastawienie, ale realne zmiany wprowadzane w życie, jeśli nie potrafisz sama tych zmian wprowadzać szukaj ludzi, którzy Cie wesprą

Ostatnio edytowany przez jaras (2007-08-19 09:50:44)

Offline

#7 2007-08-20 01:03:08

sylwu
Forumowicz
Data rejestracji: 2007-08-18
Liczba postów: 3

Odp: piciorys - życiorys pijaka

Bardzo trudno jest mi w swoim środowisku znaleść ludzi, którzy mogliby mnie wesprzeć. Chodzę na terapię, nie pije 267 dni. Moja terapeutka indywidualna bardzo mi pomaga ale tzw. grupa wsparcia to całkowita pomyłka. Właśnie ludzie, którzy powinni mnie wspierać namawiają mnie do picia, być może z zazdrości. Po tym całym koszmarze uzależniena wiem, że pewnie nie przeżyłabym następnego ciągu, mimo to nie mam czasem już sił. Mam 24 lata i poczucie, jakby nic dobrego w życiu miało mnie już nie spotkać.

Offline

#8 2007-08-20 11:38:58

jaras
Forumowicz
Data rejestracji: 2006-04-29
Liczba postów: 18
WWW

Odp: piciorys - życiorys pijaka

9 miechów to spory okres czasu - piszesz o terapii, więc myślę o tym jako o świadomym czasie abstynencji, wynikającym z rzeczywistego pragnienia zaprzestania picia

jest się czym chwalić ;-)

dobrze, że korzystasz ze wsparcia terapeutki, do niczego nie musisz się przymuszać, jeśli jakieś środowisko nie pasuje, to nie pasuje, ale nie poprzestań na stwierdzeniu faktu, szukaj kolejnych możliwości, wierzę, że jeśli podejmiesz próby to znajdziesz swoje miejsce, ludzi, którzy będą Ci pomocni i wszystko się poukłada - wytrwałości życzę bardzo :-)

Offline

#9 2009-11-20 15:25:53

izaura22
Gość

Odp: piciorys - życiorys pijaka

sylwu napisał/a:

Cześć. Jestm nowa i potrzebuję pomocy.

Polecam stronę ,, Strefa problem-nie piję,,
Powodzenia.

Stopka

Forum oparte na FluxBB