Witaj na forum serwisu www.abstynenci.pl, który stara się zrzeszać abstynentów, czyli ludzi niepijących napojów alkoholowych.
Nie jesteś zalogowany(a).
Zauważyłem też że najlepszym sposobem na głód jest znaleźć sobie jakieś zajęcie. Ale czy moj problem polega na tym ze nigdy wczesniej nie poczułem miłosci do drugiej połówki?
Moim zdaniem, problemem Twoim (i innych nadużywających alkoholu i tym podobnych substancji) nie jest brak bliskiej osoby i prawdziwej miłości.
Problemem jest nieumiejętność radzenia sobie z trudnościami.
Poczucie osamotnienia, tęsknota za bliską - kochaną, kochającą i akceptującą nas takimi, jakimi jesteśmy - osobą, na pewno jest doświadczeniem przykrym. Następnie - bycie z osobą konfliktową, kłótliwą, niewyrozumiałą - również musi być niemiłym doświadczeniem. Tak samo zresztą jak stresująca praca, problemy z dziećmi, czy mieszkaniowe... itd. itp.
W życiu problemów nie brakuje.
Dlaczego niektórzy wybierają alkohol, by sobie z nimi radzić? Bo czują się bezradni i nie potrafią uwierzyć, że ich działanie może przynieść konkretne korzyści? Bo tego nauczyli się dorastając? Bo szukają łatwych rozwiązań, cudownego środka, który bez wysiłku zmienia rzeczywistość?
Może teraz zanadto upraszczam ten problem, ale osobiście wierzę, że każdy z nas ma wybór. Sięgając po alkohol, by się znieczulić, poprawić sobie humor, wyluzować się - dokonujemy najgorszego z możliwych.
Dziwny, napisałeś, że jeśli zostawi Cię obecna partnerka, znowu zaczniesz pić, bo tylko dla niej póki co się trzymasz. Moim zdaniem w ten sposób obarczasz tylko innych odpowiedzialnością za siebie. Szukasz winnych. A tak naprawdę, jeśli kiedykolwiek wrócisz do picia, to winny temu będzie nie kto inny - tylko TY.
To nie okolicznościom zawdzięczasz, że teraz nie pijesz - tylko sobie. Jakkolwiek to sobie racjonalizujesz - tylko w Tobie jest siła, by nie pić i tylko Ty możesz podjąć decyzję, by pić znowu, nie zrzucaj więc odpowiedzialności na innych.
Oczywiście łatwiej podjąć decyzję o niepiciu i trwać w niej, gdy ma się czyjeś wsparcie, przyjaciół, czasem specjalistów. Trudniej, gdy się jest samemu. Ale w życiu tego, co najcenniejsze nie da się zdobyć bez wysiłku.
Offline
masz racje, mogę winić tylko siebie za brak siły w rozwiazywaniu swoich problemow i proby uspokajania sie alkoholem . Jak byłem sam tez to robiłem nie obarczam innych za to ze pije bo to moja wina ze to robiłem nikt mi tego nie kazał . To było szybkie i głupie uciekanie od problemu. Pisze ze sie boje ze zaczne znowu ale nie bede jej za to winic jesli odejdzie bo bedzie miała racje. Wiem ile jestem wart nigdy nikomu niesprawiałem problemow , przynajmniej tak mi sie wydaje, mam swietna prace kochajaca rodzine i zawsze szukałem szbko rozwiazan w problemach jakie mnie spotykaly, ale nie potrafułem ich rozwiazywac jesli dotyczyły partnerki nie zawsze tak bylo bo tak jest od ok 2 lat a mam 30 wiem ze moge nie pic ciesze sie z kazdym dniem ze coraz wiecej potrafie i wiem tez ze na zadnej imprezie imieninach itp nie tknę procentow bo sie boje moze by nic sie nie stało złego moze bym nie zaczął znowu pic ale nie chce ryzykowac za duzo moge stracic nie tylko dziewczyne ale wszystko zacznie sie od początku a to męczy Mam nadzieje ze wiesz o czym mówie ren-ya?
Rozwiazywałem wiele testów i to szczerze sam dla siebie i nie wychodziło ze jestem chory ale biorac pod uwage co sie ze mna działo momentami to tak sie czułem jak bym własnie był alkoholikiem bo uciekałem od problemow z flaszeczka w rece. Dziewczyna z ktora jestem umie ze mna rozmawiac nie mamy zadnch problemow a jak jakies sa to rozwiazujemy od razu dogadujemy sie bez problemu i chyba tego mi brakowało. Chyba.
Wiesz, Dziwny, codziennie się słyszy o ludziach, którzy pod wpływem alkoholu narobili sobie problemów. Nawet ostatnio - ten maszynista, który wykoleił pociąg. Grozi mu więzienie. Na pewno, gdy brał do ust pierwszy łyk alkoholu, nie przyszło mu do głowy, jak groźne będą konsekwencje.
Ty potrafisz już przewidzieć jakie mogą być konsekwencje Twojego picia, dlatego masz przewagę. Znając konsekwencje, łatwiej jest powziąć decyzję o rezygnacji z niebezpiecznego zachowania.
Naprawdę miło czytać o ludziach, którzy się pozbierali, którzy żyją w szczęśliwym związku i potrafią cieszyć się każdym nowym dniem. Dużo optymizmu jest w Twoim poście, ale wyczułam też pewne wątpliwości i strach: co będzie, gdy coś w tym obecnym dobrostanie załamie się?
Chciałabym napisać, że wszystko zależy od nas, ale przecież wiadomo, że to nieprawda. Wierzę, że jesteśmy panami swojego życia, ale nie wszystkie aspekty naszej egzystencji jesteśmy w stanie przecież kontrolować. Niektóre sytuacje w przykry sposób nas zaskakują, a ludzie zawodzą. Dlatego życzę Ci, cokolwiek przytrafi Ci się na Twojej drodze, żebyś miał świadomość, że jednak są rzeczy, o których nikt inny, tylko my sami, możemy zdecydować, a niektóre uczucia trzeba po prostu przeżyć i choćby były one nie wiem jak przykre, to w końcu przecież mijają.
Ale patetycznie i moralizatorsko to zabrzmiało! Nie chciałam, żeby tak wyszło. To tylko wnioski z moich osobistych doświadczeń.
Offline
I właśnie o to chodzi... Ja żyje i kontroluje co się dzieje wokół mnie (w jakimś stopniu ode mnie zależnym) a flaszka jest rzeczą martwą , martwe rzeczy nie każą, nie rozkazują,nie mówią, to my nimi kierujemy i przynajmniej ja już mówię "Nie" czasami ciężko jest ale mija po chwili i zawsze sobie wtedy mówię "kolejny raz odmówiłem rzeczy martwej jednak się da" pozostały jeszcze papierosy.... :)
Fajnie jest z kimś o tym pogadać :) W sumie powiedziałem rodzicom o moim problemie chciałem żeby wiedzieli i nie próbowali mi proponować np. wina do obiadu itd Wiem że to mi pomoże w jakimś stopniu.
Hmmm..ja mam dżiliony powodów, nie potrafię wyłuskać jakoś tego jedynego, głównego.
- Na pewno fakt, że pijąc jeszcze alkohol , zaczęłam się upijać. I to konkretnie, wiecie, bełcik tu, awanturka tam.
- Zobaczenie świata na imprezie na trzeźwo- wtedy jeszcze z przymusu - i zbieranie swojej szczęki z podłogi - jakie te prawdy i mądrości objawione, które ludzie wypowiadają po pijaku są..żałosne, psiamać, jacy Ci ludzie niefajni i beznadziejni, kółko to samo, nic śmiesznego, zataczanie się, krzyki, błędny wzrok, bełkot...cholera no, ja tak wyglądałam?
-Impreza ze straight edge- w zasadzie to był sądny i przełomowy dzień. Ludzie z tatuażami i kolczykami na całym ciele, z pozoru wyglądający na takich, którzy wlewają w siebie litry spirytusu włączyli muzykę, ostrą jak cholera i...polali sobie soku. Ja wypiłam już 2 piwa i nie bawiłam się nawet w jednej setnej jak oni- humor mieli doskonały, rozmowa kwitła, nawet tańce były, impreza do białego rana. A ja smętnie czkająca, z kacem o poranku. Wtedy byłam pewna, że MOŻNA.
I wiele innych ale to są te najgłówniejsze :)
Offline
Przywitam się, bo jestem nowa :)
Moim motywem aby przestać pić, było to, że po prostu nie jestem sobą. Że gdzieś ulatuje całe piękno mojej osoby kiedy coś przyćmiewa mój umysł. Do tego trafiłam na stronkę, która mnie tu pokierowała i przeczytałam, że najlepszym sposobem aby wychować dziecko-abstynenta jest rodzic-abstynent, więc postanowiłam pomyśleć o przyszłości mojej i mojego ewentualnego potomstwa ;)
W mojej rodzinie jest skłonność do alkoholu, więc wolałabym się uchronić od bycia upierdliwym w przyszłości z tego powodu. A jak już zaczęłam to jestem z siebie dumna, bo wczoraj kiedy wszyscy zamawiali piwo, ja piłam sobie pyszny soczek bananowo-porzeczkowy.
Offline
Jakoś odkąd sam zacząłem pić w wieku około 13 lat, miałem złe uczucie, gdy widziałem pijącą dziewczynę. Jakoś mnie to odrzucało. Z czasem nabawiłem się wręcz wstrętu do alkoholu, widziałem na trzeźwo moich znajomych po spożyciu i widziałem, że to co nazywali "dobrą zabawą" wcale takie dobre nie było. Do mojego aktualnego podejścia przyczyniła się też rodzina - kilku alkoholików w tym mój brat. Jak usłyszałem, że on próbuje z tym walczyć, rzucić to wtedy zrozumiałem to i owo w tej tematyce. Przeczytałem odpowiednie artykuły, hasła w encyklopediach chemicznych i biologicznych, pokłóciłem się na paru forach, poznałem (najczęściej dziwne i żałosne) argumenty za piciem i z każdym tym działaniem coraz bardziej jestem przekonany, że całkowita prohibicja tylko poprawiłaby życie wszystkim ludziom.
Pilarious się ugryzł/a w klawiaturę od czasu napisania tego (30-05-2010 23:16:31)
Offline
"całkowita prohibicja tylko poprawiłaby życie wszystkim ludziom."
I zakaz picia mleka, jedzenia bananów, kotletów i lodów.
Produkcja alkoholu to kwestia dzień, góra dwa. Wstawiasz zacier z jakiegoś cukru z drożdżami ot choćby w baniaku po wodzie mineralnej i destylujesz za pomocą czajnika i kranu.
Cała produkcja.
Jedyne co by się stało to wzrost czarnego rynku i pijaństwo na masową skalę.
W Rosji wprowadzono dawno temu coś co nosi nazwę akcyza i jak widzimy przyniosło to wspaniałe efekty prawda ?
Jedynym sposobem na wyeliminowanie nałogów jest rozwój duchowy i społeczny.
A z tym jest ten problem, że kult posiadania dóbr materialnych pozostawia nam mało czasu na życie. Z kolei ubezpieczenia, renty itp. powodują, że słabnie więź między pokoleniami która dawniej była utrzymywana przez konieczność wzajemnej koegzystencji ludzi młodych i starszych. Wszystko to powoduje, że związki z rodziną są coraz luźniejsze, a media mogą kreować u młodych ludzi swój wizerunek świata. Świata w którym konsumpcja jest celem życia. W takim świecie upojenie alkoholem jest ukazywane jako świetny sposób rozładowania emocji. Rozsądniejsze ekonomicznie i społecznie było by zalegalizować marihuanę. Przynajmniej nie uzależnia i nie jest szkodliwa dla zdrowia. W każdym razie mniej niż inny silny narkotyk jakim jest tytoń.
Offline
Heroiny używano jako leku przez 20 lat, tuż po jej wynalezieniu. Była łatwo dostępna, wiele osób się uzależniło. Zakazanie narkotyku wcale nie spowodowało wzrostu zainteresowania nim.
Wprowadzenie nagłej prohibicji mogłoby zaowocować pijaństwem. Lecz w państwie prawa, takim jak Polska, gdyby to wprowadzano stopniowo w ciągu 10 lat, to mogłoby się skończyć tak jak w przypadku innych narkotyków - nielegalne, niektórzy robią na boku, ale nie wszyscy. Marihuanę o wiele łatwiej wyhodować niż uzyskać alkohol. Przynajmniej takie jest moje zdanie. Dawno temu opium było popularniejsze od alkoholu, wielu znanych polskich pisarzy paliło. W końcu zakazano i wcale nie było tak, że "wszyscy zaczęli ćpać uzyskując narkotyk na boku".
Offline
1084 napisał:
Rozsądniejsze ekonomicznie i społecznie było by zalegalizować marihuanę. Przynajmniej nie uzależnia i nie jest szkodliwa dla zdrowia. W każdym razie mniej niż inny silny narkotyk jakim jest tytoń.
Nie uzależnia fizycznie, ale psychicznie tak. Długotrwałe zażywanie a potem nawet w wypadku przestania zażywania, powoduje zmiany w psychice, brak koncentracji uwagi, ogólne rozkojarzenie, kłopoty z pamięcią i wiele innych. Ale to temat na inny wątek.
Offline
Drogi 1084, już kilka razy użyłeś argumentu typu "a cukier też szkodzi i uzależnia...". Argument ten jest nietrafiony, gdyż cukier w przeciwieństwie do alkoholu jest niezbędny do życia. Chodzi tylko o to, żeby nie było go za dużo. A alkohol jest całkowicie niepotrzebny i z biologicznego punktu widzenia chodzi o to, żeby nie było go wcale.
Offline
gusiak napisał:
1084 napisał:
Rozsądniejsze ekonomicznie i społecznie było by zalegalizować marihuanę. Przynajmniej nie uzależnia i nie jest szkodliwa dla zdrowia. W każdym razie mniej niż inny silny narkotyk jakim jest tytoń.
Nie uzależnia fizycznie, ale psychicznie tak. Długotrwałe zażywanie a potem nawet w wypadku przestania zażywania, powoduje zmiany w psychice, brak koncentracji uwagi, ogólne rozkojarzenie, kłopoty z pamięcią i wiele innych. Ale to temat na inny wątek.
Z tym fizycznym uzależnianiem od konopii, to jest tak, że podobno nieuczciwi producenci, "chrzczą" marihuanę chemicznymi narkotykami, które je powodują. Dziś bezpieczni są tylko ci, którzy mają swoje krzaki. A jak by sprzedaż marihuany była legalna i obwarowana ustawami, to bezpieczeństwo byłoby większe.
Offline
pęknięty klawikord napisał:
Z tym fizycznym uzależnianiem od konopii, to jest tak, że podobno nieuczciwi producenci, "chrzczą" marihuanę chemicznymi narkotykami, które je powodują. Dziś bezpieczni są tylko ci, którzy mają swoje krzaki..
Nic ich nie uchroni od uzależnienia psychicznego, które jest nawet cięższe niż fizyczne. Tak samo skutki długoletniego palenia marihuany bardzo potem utrudniają życie.
Offline
"cukier w przeciwieństwie do alkoholu jest niezbędny do życia."
Że niby jak ? Jaki cukier jest potrzebny do życia ? Widziałeś u Eskimosów cukrownie ?
Ziemniaki, zborze, jakiekolwiek węglowodany ? Wiesz, że do momentu jak przyszła do nich cywilizacja nie znali raka, zawału, choroby wieńcowej.
Cukier jest używką. Wywołuje euforię w mózgu i sprawia, że organizm krótkotrwale czuje się weselszy i silniejszy. Przy okazji niszczy, zęby, odkłada się w organizmie pod postacią tłuszczu a na dodatek jest trudny do spalenia.
Narkotyk ten bardzo często mają w sobie owoce. Jest tak dlatego, że rośliną zależy na rozsianiu nasion, i gdyby były gorzkie i niesmaczne to zwierzęta by ich nie jadły.
Krajem który ma problemy z cukrem jest np. USA. Przez dotację do kukurydzy, słodki syrop kukurydziany jest dodawany do niemal wszystkiego. Niema się zatem co dziwić, że taki duży odsetek uzależnionych ludzi wygląda tam jak szafy.
"gusiak"
Marihuany nie powinno się palić, bo palenie jest zwyczajnie niezdrowe. Czad, substancje smoliste itp. marihuanę powinno się spożywać w jedzeniu. Nic mi nie wiadomo o negatywnych skutkach ubocznych długoletniego spożywania. W 1997 roku WHO opublikowało raport dotyczący 15 letnich badań nad marihuaną i nic takiego z niego nie wynika. Jedynie zaobserwowano, że u osób chorych, może się szybciej rozwinąć schizofrenia, lub zażycie dużych dawek może spowodować stany lekowe , które mijają po odstawieniu. Dlatego Czesi niedawno zalegalizowali marihuanę.
Ciekawostką jest natomiast posiadanie w mózgu homo sapiens receptorów które reagują jedynie na THC. Tak jakby ludzkość kiedyś była silnie związana z tą substancją.
1084 się ugryzł/a w klawiaturę od czasu napisania tego (31-05-2010 19:47:09)
Offline
Nie każdy cukier jest wyjątkowo kusząco słodki albo go nie czuć. Po cytrynie też mam euforię z powodu cukru? W dodatku są owoce/nasiona niesmaczne lub trujące dla jednego gatunku, a dla innego stanowią normalne pożywienie. Poza tym, zwierzęta też coś muszą jeść - skoro nie mają hot-dogów i coca-coli - czemu nie właśnie nasiona? Więc wydaje mi się, że teoria z cukrem (wielka przebiegłość natury) jest... hmm, oryginalna.
Jeśli cukier jest trudno spalić, to co spala się łatwo? Lepiej tłusto niż słodko? A może jakieś konkretne proporcje idealnej diety?
Moim zdaniem takie gadanie nie ma sensu. Bo czemu akurat bez cukru, skoro można: bez mięsa. Bo przecież niektórzy buddyści są wegetarianami i długo żyją.
Kto lepszy? Buddysta, czy Eskimos?
Jeszcze dwie rzeczy: czy cywilizacja przyniosła Eskimosom tylko cukier, a już nie używki? Są jakieś badania, że to właśnie akurat cukier, a nie co innego?
Druga rzecz: czy widziałeś w Europie jakieś jadalne morsy, foki i wieloryby? ;P
Jak już tematy żywieniowe, to jestem ciekaw Twojego zdania na temat innych "białych śmierci": mleka i soli. O mleku możesz śmiało wyrazić się tutaj: http://forum.abstynenci.pl/viewtopic.php?id=906 . O soli nie ma tematu (jeszcze nie ma :) ). No i jeszcze okrutna margaryna: http://forum.abstynenci.pl/viewtopic.php?id=951 :D
pęknięty klawikord się ugryzł/a w klawiaturę od czasu napisania tego (31-05-2010 20:17:37)
Offline
1084 napisał:
"cukier w przeciwieństwie do alkoholu jest niezbędny do życia."
"gusiak"
Marihuany nie powinno się palić, bo palenie jest zwyczajnie niezdrowe. Czad, substancje smoliste itp. marihuanę powinno się spożywać w jedzeniu.
Sam sobie spożywaj ją w jedzeniu! :P Ja nie zamierzam i nie będę nigdy zamierzać. ;]
1084 napisał:
Nic mi nie wiadomo o negatywnych skutkach ubocznych długoletniego spożywania. W 1997 roku WHO opublikowało raport dotyczący 15 letnich badań nad marihuaną i nic takiego z niego nie wynika.
aaa to zmienia postać rzeczy.. jak WHO tak opublikowało, to znaczy , że badania są rzetelne i niepodważalne. Tak jak i grupa badana napewno była bardzo odpowiednio dobrana i badania były baaaardzo obiektywne.
Badania badaniami a ja wiem , że uzależnia bardzo silnie psychicznie, bardzo ciężko się przestawić na myślenie " bez marihuanowe" i zacząć funkcjonować , radzić sobie z problemami, relaksować się, zapełniać wolny czas bez "wspomagania" .
( mówię o kilkuletnim częstym paleniu). A skutki są odczuwalne kilka lat nawet po odstawieniu. Nigdzie tego nie wyczytałam, ja to po prostu wiem (...)Nie z własnego doświadczenia oczywiście, ale ze źródeł dla mnie wiarygodnych.
Offline
gusiak napisał:
Badania badaniami a ja wiem , że uzależnia bardzo silnie psychicznie, bardzo ciężko się przestawić na myślenie " bez marihuanowe" i zacząć funkcjonować , radzić sobie z problemami, relaksować się, zapełniać wolny czas bez "wspomagania" .
( mówię o kilkuletnim częstym paleniu). A skutki są odczuwalne kilka lat nawet po odstawieniu.
Hmm, chyba chodzi raczej o rozrywkowe użycie marihuany, od imprezki do imprezki, podobnie jak kulturalnie pijący od czasu do czasu odprężają się przy alkoholu. Częste używanie maryśki zapewne jest tak samo szkodliwe jak częste picie.
A co do jej jedzenia a nie palenie to podobno są ciasteczka marihuanowe i nawet wznosi się nimi toasty. Wyczytałem takie cudo dawno temu w książce "Narkotyki i człowiek".
Offline
Suchy napisał:
Drogi 1084, już kilka razy użyłeś argumentu typu "a cukier też szkodzi i uzależnia...". Argument ten jest nietrafiony, gdyż cukier w przeciwieństwie do alkoholu jest niezbędny do życia.
Ale nie jest niezbędne do życia spożywanie białego rafinowanego cukru. Nie jest niezbędne do życia spożywanie jakiegokolwiek cukru, można się żywić jedynie węglowodanami złożonymi, które organizm rozłoży na glukozę.
Offline
1084 napisał:
Narkotyk ten bardzo często mają w sobie owoce.
Ale owoce zawierają cukier wolniej przyswajalny. Od bananów niemal na pewno nie dostaniesz cukrzycy, bo nie mają aż tak wysokiego indeksu glikemicznego. A na przykład ziemniaki mają wyższy indeks glikemiczny niż tort, tzn. bardziej gwałtownie podnoszą poziom cukru we krwi. To, że coś nie jest słodkie nie oznacza, że nie podnosi poziomu cukru i na odwrót to, że coś jest słodkie nie oznacza, że gwałtownie podnosi poziom cukru.
Offline
"gusiak"
"Sam sobie spożywaj ją w jedzeniu! :P Ja nie zamierzam i nie będę nigdy zamierzać. ;] "
Ale ja ciebie jak i nikogo nie namawiam. Staram się jedynie pisać bezstronnie. Bo było by nieuczciwie kłamać prawda ?
"y.. jak WHO tak opublikowało, to znaczy , że badania są rzetelne i niepodważalne. Tak jak i grupa badana napewno była bardzo odpowiednio dobrana i badania były baaaardzo obiektywne. "
Wypadało by się najpierw zapoznać a dopiero potem gardłować. Otóż badania podjęto w celu wykazania, że marihuana jest szkodliwa. Prowadzono je przez 15 lat na olbrzymich grupach ludzi na całym świecie. WHO ma takie możliwości z racji do stepu do danych medycznych z państw gdzie środek ten jest w użyciu powszechnym. Jednak gdy po 15 latach okazało się, że szkodliwość jest znikoma, lub niemierzalna postanowiono badań nie publikować. W tym wypadku jednak pewna grupa osób która straciła czas na badania poczuła się poszkodowana i spowodowała przeciek fragmentu do czasopisma Lancet. Wywołało to falę oburzenia i wymusiło na WHO opublikowanie treści raportu.
Co do znajomych którzy palili marihuanę to jak najbardziej daje wiarę w problemy. Ponieważ marihuana w Polsce jest nielegalna a rośnie jej dużo pod każdym płotem, dilerzy przerabiają taka dziką w środki odurzające za pomocą chemikaliów. Jet to nie tylko uzależniające ale wręcz może spowodować katastrofalne zmiany w organizmie, ze zgonem włącznie.
"konrado5"
"chyba chodzi raczej o rozrywkowe użycie marihuany, od imprezki do imprezki, podobnie jak kulturalnie pijący od czasu do czasu odprężają się przy alkoholu."
Marihuany potrzeba 100X więcej niż alkoholu aby spowodować śmierć. Nawet bardzo wysokie dawki przez dłuższy czas nie powodowały skutków które powoduje choćby zjadanie kilku batonów dziennie. Jednak co do tych bardzo wysokich dawek to badacze nie są tacy całkiem pewni, bo obiekty badań często również piły, brały twarde narkotyki i prowadziły raczej niezbyt schludny tryb życia. Zrozumiałe, że w takiej grupie trudno wyizolować jakie problemy powodowało nadużywanie marihuany.
Co do odprężania to polecam Jogę i medytację. Ciekawa jet też synchronizacja półkul mózgowych. Przy pewnym treningu można nauczyć się wprowadzać swój mózg w niemal dowolny stan bez stosowania zewnętrznych środków chemicznych. Jednak trzeba przyznać, że wymaga to nieco czasu i treningu.
"Ale owoce zawierają cukier wolniej przyswajalny."
Ale dają euforię i w nadmiarze jak wszystkie słodycze niszczą organizm.
Gęsi tuczy się na otłuszczone wątroby za pomocą węglowodanów, podobnie świnie. Ludzie mają tak samo, nadmiar węglowodanów prowadzi do kłopotów z organizmem. Przypominam, że alkohol jest również mocno kaloryczny.
PS: Ale jak mamy zamiar rozmawiać o innych używkach to załóżmy nowy wątek, bo tutaj tylko naśmieciliśmy. Za co zainteresowanych wątkiem przepraszam.
1084 się ugryzł/a w klawiaturę od czasu napisania tego (31-05-2010 23:57:51)
Offline